Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kącik art. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kącik art. Pokaż wszystkie posty

3/29/2019

Idzie wiosna!

„Wiosna” 

Kiedy stajemy przed widokiem tak pięknym,
że nie wymaga od nas niczego prócz skupienia i ciszy.

Kiedy patrzymy na coś tak absolutnie wyjątkowego,
że zdajemy sobie sprawę iż dane jest nam tylko na chwilę.

Kiedy na naszych oczach ten zamarznięty wodospad, jak dany człowiekowi czas,
topnieje – już wiemy, że obcowaliśmy z czymś niepowtarzalnym i wyjątkowym.

Nasze życie, w jakże piękną ubrane alegorię.
A przesłanie? Tu rzecz jest prosta: wszystko przemija w naszym życiu – sople topnieją…

Idzie wiosna!!!


Kacper Lipiński – finalista VI edycji Krośnieńskiego Turnieju Jednego Wiersza






1/08/2019

Manna z nieba

Uczeń klasy III ct Jacek Wojnarowski zdobył III miejsce
w XIX Krośnieńskim Konkursie Literackim w kategorii- proza.
Zapraszamy do lektury nagrodzonej pracy.

Manna z nieba

          Ktoś mnie szturchnął, mruknął żebym wstał. Mój umysł jest jeszcze w stanie połowicznego letargu, więc tylko metodycznie zrzucam z siebie kołdrę, próbując sobie przypomnieć, kiedy dzwonił budzik. Nie wiem, cholera, jakbym wyłączył go we śnie.
          W pokoju panuje lekki półmrok, za oknem egipskie ciemności. Przechodzę półprzytomny korytarzem, wchodzę do łazienki, nie zapalam lampy głównej, nie znoszę szumu wentylatora, wolę te przy lustrze. Zresztą są jaśniejsze. Przez myśl przemyka mi filmik z youtuba, o efekcie potwierdzenia (Nie wiem dlaczego, ale w stanie pół snu myśli mi się najlepiej). Gaszę światło, zamykam drzwi. Zaraz! Jeszcze kuweta, ojciec się będzie znowu darł. Zawracam, od niechcenia. Grzebiąc w niej raz czy dwa, nie znajduję kociego łajna i siurów. Gdzie te dwa futrzaki to robią?
          Gdy w końcu docieram do kuchni, zwyczajowo przecieram oczy, rzucam w ciemno „Cześć”, w sumie nigdy nie pamiętam, czy ktokolwiek mi odpowiada. A potem zaczynam swój codzienny rytuał.
          Zawsze ten sam rondelek stawiam na zawsze to samo pole grzewcze, to najmniejsze, idealnie pasujące do średnicy rondelka. Szklanka mleka, musi być standardowa o kształcie walca, nigdy nie napełniam jej do pełna, zostawiając pół centymetra, wlewam do rondelka. Nie wiedząc czemu codziennie mając wrażenie, że mleko osiągnie wyższy poziom niż zazwyczaj. Nie stało się tak, ani dzisiaj, ani nie stanie jutro, ale mam takie dziwne wrażenie. Podobno to cecha ludzi inteligentnych, kiedy niczego nie można być pewnym.
          Przypominam sobie inny film, bodajże był to Rozwojowiec, a może jakiś inny coach internetowy – wielcy ludzie jedli zawsze te same śniadania. Nie pamiętam dlaczego. Ale mój codzienny rondelek napełniając się mlekiem pozwala mi poczuć się wielkim.
          Wyciągam inną szklankę. Ta jest bardziej kulista, ścięta w połowie. Wsypuję do niej trzy łyżki manny, powinna być tej samej firmy, zapakowana w niebieską torebkę z wrzosowymi paskami po bokach. Nie znoszę dni, kiedy w kargo nie ma tej kaszy. Wydaje mi się, że „ta inna” smakuje inaczej. Tak jakby ktoś dosypał do niej pojedyncze ziarna piasku, które zgrzytają mi między zębami i w myślach.
          Dodaje dwie identyczne łyżki cukru, po czym podnoszę szklankę i oglądam jej zawartość. Lubię użyć cukru trzcinowego. W ciekawy sposób odcina się karmelową barwą. Zapomniałem dodać. Mleko już się zagotowało, teraz wsypuję szybkim ruchem zawartość drugiej szklanki, widząc jak niewielki pagórek kaszy wciąż znajduje się nad powierzchnią mleka. Myślę wtedy sobie: Czy tyle jej dałem, że utworzyła się taka górka? A może tylko niewielka jej część unosi się na powierzchni? Nieważne. Mieszam w rondelku, ustawiam na panelu 5 i niech gotuje się przez 3 minuty. Nigdy inaczej.
          Mówią mi: „Zrobiłbyś sobie inne śniadanie”, „Tyle rzeczy kupujemy, a ty jesz tylko tę mannę”, „Zostawiłbyś coś dla brata, to dla niego przecież, ty zjadłbyś coś innego”. Puszczam to mimo uszu. Nie chcę robić sobie nic innego. Lubię moją kaszę. Tak przecież robią wielcy ludzie. Codziennie jedzą to samo śniadanie. A ja przecież lubię czuć się jak wielki człowiek. Wygarniam mannę do miski – czerwonej w środku i zielonej na zewnątrz. Pachnie tak lekko i…
          - No Marku, jak tam dziś głosy?
          - Wciąż chciały, żebym zjadł inne śniadanie – odpowiadam spokojnie.
          - I?
          - Głosy kłamią. Ja chcę czuć się jak wielcy ludzie.
 Jacek Wojnarowski


https://www.kbp.krosno.pl/aktualnosc-66-rozstrzygniecie_xix_krosnienskiego.html

10/18/2018

Co widać za uchylonymi drzwiami

         Drzwi- można je otwierać na oścież, uchylać, zamykać i zatrzaskiwać. Wchodzimy przez nie, wychodzimy, stoimy w ich progu. Symbolizują przejście między jednym światem lub stanem a drugim. Są przeciwieństwem ściany i bariery- stanowią zaproszenie oraz wyzwanie do przejścia przez nie.
Życie ludzkie można porównać do wielkiego budynku z wieloma pomieszczeniami. Człowiek swoje istnienie rozpoczyna w jednym z nich. Dorastając i rozwijając się, otwiera kolejne drzwi, które prowadzą do następnych pokoi.  Bardzo często  staje w korytarzu, z którego może przejść do innych pomieszczeń. W takiej sytuacji musi wybrać drzwi, które otworzy. Człowiek został obdarzony rozumem i wolną wolą. Sam więc dokonuje wyboru i decyduje, czy drzwi, przez które przeszedł, zamknie- odcinając się od przeszłości, zostawi otwarte- połączy przeszłość z teraźniejszością lub zostawi uchylone- zawsze będzie mógł wrócić. Zdarza się, że inni ludzie wpływają na nasze wybory, służą poradą i pomagają gdzieś wejść. Są też tacy, którzy specjalnie zatrzaskują nam drzwi przed nosem. Aby osiągnąć dostęp do niektórych przejść, musimy się czegoś nauczyć oraz zdobyć doświadczenie. Niekiedy potrzebny jest do nich klucz, który może występować pod przeróżnymi postaciami, przykładowo marzeniem każdego początkującego biznesmena jest złota karta płatnicza, otwierająca wszystkie zamknięcia. Droga między licznymi drzwiami i korytarzami wcale nie jest prosta i przyjemna.  Musimy pokonać wiele schodów w górę i w dół, czasem szczęściarze znajdują windę. Budynek ten ma tylko jedno wyjście, które prowadzi do sądu ostatecznego.  Po śmierci zatrzaskują się na wieczność. W Biblii Jezus wypowiada słowa: „Ja jestem bramą. Jeśli ktoś wejdzie przeze Mnie, będzie zbawiony.”
Zdaniem socjologa- Hanny Mamzer, drzwi są symbolem komunikacji,  metaforą otwartych i zamkniętych społeczeństw oraz jednostek.  To od nas zależy czy otworzymy je dla innych . Zamknięcie drzwi jest równoznaczne z odcięciem się od środowiska-są barierą w komunikowaniu. Człowiek wg Arystotelesa jest istotą społeczną, ponieważ jego rozwój związany jest ze społeczeństwem. Otwarcie drzwi na oścież, umożliwia nam realizację swojej wiedzy pośród innych i działalność, poprzez którą oddziałujemy na ludzi.
Uchylone drzwi mogą oznaczać również szansę,  możliwość ucieczki oraz wyrwania się z czegoś. To my decydujemy czy pociągniemy za klamkę i je domkniemy czy popchniemy szerzej. To, co przez nie widzimy wywołuje w nas nadzieję, chcemy coś za nimi ujrzeć. Skaldowie w jednej ze swoich piosenek śpiewają:  „Nie domykajmy drzwi, może niebieski motyl wleci. Czekajmy na ten świt, może nadzieja nas oświeci (…) zawróćmy porzucone słowa(…) może zaczniemy żyć od nowa.” Te słowa wskazują na to, że zostawiamy uchylone drzwi, oczekując czegoś, jakiejś zmiany, ale nie mamy pewności czy nadejdzie. 
W literaturze bardzo często pojawia się symbol drzwi i bram. Już w Starym Testamencie "Wygnawszy zaś człowieka, Bóg postawił przed ogrodem Eden cherubów i połyskujące ostrze miecza, aby strzec drogi do drzewa życia.” Pan zamyka wejście do raju, skazując człowieka na życie na ziemi. W jednym z Trenów Jana Kochanowskiego, zrozpaczony ojciec mówi: „Gdzie te wrota nieszczęsne (…) żebym ja też tą ścieżką swej najmilszej córy poszedł szukać”- jest gotów przekroczyć granicę między życiem a śmiercią, aby spotkać swoją córkę. Johan Wolfgang Goethe w „Fauście” wrota przedstawia jako motyw poznania i odkrycia praw rządzących światem: "I wy, narzędzia, też ze mnie szydzicie z waszymi śruby, wałki i kółkami. Wierzyłem, że mi wrota otworzycie. Misterneście, lecz zasuw nie podważę wami".  W „Quo vadis” Henryka Sienkiewicza brama symbolizuje tajemnicę. Obłąkany Neron opowiada o zabójstwie matki i żony dokonanym na jego rozkaz : „U bram nieznanego świata chciałem złożyć największą ofiarę, jaką człowiek mógł złożyć. Mniemałem, że się potem coś stanie i że jakieś drzwi się otworzą, za którymi dojrzę coś nieznanego.”
Pozostawienie uchylonych drzwi  można interpretować dwojako- drzwi są niedomknięte lub odemknięte. Nie są zamknięte całkowicie, ani otwarte na całą szerokość. Jesteśmy więc w stanie zobaczyć tylko część tego, co znajduje się za nimi. W przypadku drzwi zamkniętych jesteśmy ciekawi co za sobą kryją. To, co dostrzegamy za uchylonymi drzwiami intryguje i fascynuje. Wprowadza nas w stan zaciekawienia, wzbudza chęć poznania. Polskie przysłowie mówi: daj mu palec, a on za rękę chwyta. Ludzie są bardzo zachłanni, jeżeli czegoś posmakują, chcą to zdobyć.  Uchylone drzwi wodzą na pokuszenie, czarują i zachęcają do pełnego otwarcia. Jednak rzecz w tym, że podobnie jak drzwi zamknięte, skrywają nieodgadnioną tajemnicę. Nie mamy pojęcia do czego prowadzą. Otwierając je, podejmujemy pewne ryzyko, ponieważ może spotkać nas zarówno coś dobrego jak i złego.
          Drzwi to rzecz codziennego użytku, wydają się być czymś przeciętnym i nie przywiązujemy do nich zbytniej uwagi. Zależnie jednak od perspektywy, posiadają  głębsze znaczenie. Mogą być przejściem między dwoma światami, życiem a śmiercią, biedą a bogactwem, mogą również oznaczać początek i koniec. Istotą jest co znajduje się za drzwiami, ale każdy ma o tym inne wyobrażenie. Jedni chcą otworzyć je w pełni i odkryć co za sobą kryją, inni się tego obawiają.

Izabela Kostecka


***

         Za uchylonymi drzwiami zawsze kryje się coś niezwykłego, coś zaskakującego.
Gdy drzwi są choć troszkę otwarte, to wzbudzają w nas ogromną ciekawość. Często zadajemy sobie pytanie:- Co się za nimi kryje?
         Tak też było na lekcji w zeszły piątek, był to bardzo piękny i słoneczny dzień. Na niebie nie było nawet najmniejszej chmurki. Nagle, nasza pani musiała pilnie wyjść. Wychodząc z klasy, przez pośpiech nie domknęła drzwi, pozostały one lekko uchylone. Wtedy zaczęłam się zastanawiać, co kryją za sobą. Wtem zobaczyłam małą dziewczynkę, która siedziała na ławce z pochyloną głową. Jej ubiór był bardzo skromny, miała bladą, smutną twarz i blond włosy. Dziecko bawiło się swoją lalką, zwracając się do niej Małgosia. Jedyne co wzbudziło moje zainteresowanie to fakt, że co jakiś czas spoglądała naprzeciwko siebie, tak jak gdyby kogoś tam widziała. Następnie z jej ust wydobyły się pewne słowa, powiedziała:
           -Jak miło zobaczyć Cię siostrzyczko?.
Bardzo chciałam zobaczyć jak wygląda jej siostra, lecz nie mogłam , ponieważ drzwi były tylko uchylone. Kolejną rzeczą, która mnie zastanawiała, było to, że siostra tej dziewczynki nie usiadła razem z nią na ławce, tylko stała na wprost niej. Następnie obok niej usiadł pewien chłopak. Jego uwagę także zwróciła rozmowa dziewczynki z kimś, kogo on za nic w świecie nie mógł dostrzec. Chłopak, zapytał się jej:
          - Z kim rozmawiasz, skoro ja nikogo tu nie widzę?
 Dziecko bez zastanowienia odparło:
          - Rozmawiam ze starszą siostrą.
          Chłopak nie krył ogromnego zdziwienia i lekkiego przerażenia, ponieważ jeszcze nigdy w swoim życiu nie spotkał się z taką sytuacją. Dziewczynka wytłumaczyła mu, że rozmawia ze swoją starszą siostrą, która chodziła kiedyś do tej szkoły, lecz zginęła w wypadku. Została  potrącona przez samochód w drodze powrotnej do domu. Niestety zginęła na miejscu. Od tego czasu czasami  spotyka się z nią w szkole. Ukochana siostra dziewczynki przychodzi do niej, aby z nią porozmawiać i pocieszyć ją. Nie chce, aby jej młodsza  siostrzyczka była smutna. Chce jej pokazać, że zawsze będzie z nią i nigdy o niej nie zapomni. Chłopiec wzruszył się po usłyszeniu całej tej historii. Zrozumiał, że mała dziewczynka widzi siostrę, bo odczuwa ogromną  tęsknotę po jej śmierci. Spostrzegł też, że tylko dzięki wyobraźni jesteśmy w stanie zobaczyć te rzeczy i osoby, które  dla wielu z nas są niewidzialne.

Edyta Bobowska


***

          Gdy tak przechadzałem się po nieskończonych korytarzach kosmicznej przestrzeni zauważyłem, że jedne z gwieździstych wrót zostały uchylone przez jakąś niewidzialną siłę. Zaniepokojony tym nieporządkiem podszedłem doń i zajrzałem do środka. Gdy byłem już całkiem blisko zorientowałem się, że znajduję się przy czymś, co dawno temu udało mi się stworzyć i o czym równie dawno zapomniałem. Za uchylonymi drzwiami ujrzałem świat zupełnie inny od tego, który teraz znamy. Świat pełen piękna, spokoju i szczęścia. Jego domeną była równość, miłość, sprawiedliwość oraz mądrość. Nie słyszałem krzyku ani płaczu, nie czułem zapachu krwi, ani brudu, ani śmierci, szukałem, ale nie znalazłem śladów wojny, widma głodu, a nawet echa ubóstwa. Wszystko było idealne takie jakie było. Więc szybko się cofnąłem i z hukiem zatrzasnąłem za sobą złote bramy. Rozejrzałem się wokoło, aby sprawdzić czy nikt nie był świadkiem mych poczynań. Na szczęście byłem sam. Do dziś lękam się, że jakaś zagubiona dusza z ziemskiego padołu mogła przypadkiem zawędrować w te strony i dowiedzieć się, jak dobry świat potrafię stworzyć, a następnie porówna go z tym, na którym żyła wraz ze swoją rodziną i przyjaciółmi.

Liwia Gałuszka



Podobny obraz

1/13/2018

Życie jest darem…

   Opowiadanie Mariki Ślusarczyk zostało wyróżnione przez Stowarzyszenie Bibliotekarzy Polskich. 
  Życie jest darem od Boga. Każdy z nas pragnie jak najdłużej mieć możliwość oddychania świeżym powietrzem na ziemi. Jeanne Calment to kobieta, która przeżyła 122 lata i 164 dni. To niebywale długi okres czasu. Większość z ludzi nie jest w stanie dotrwać do 100 roku życia, nie mówiąc już zupełnie o wieku wyższym niż ten. Pewnie zazdrościcie jej tego, że miała tak dużo czasu i mogła doznawać wielu przyjemności na ziemi. Jednak ja miałam go zdecydowanie więcej. Całe 270 lat.
    Tutaj jest naprawdę ciepło, a ja czuję się wyjątkowa. Moje najważniejsze cechy są zapisane jak informacje na płycie CD i wiem, że jestem niepowtarzalna, jedyna w swoim rodzaju. W końcu każdy z nas jest jak płatek śniegu - nie znajdziesz dwóch takich samych. Nie wiem jeszcze, jak to jest czuć, ale z pewnością, chcę się tego nauczyć. Czas dzieciństwa mija mi bardzo szybko. Tak naprawdę dużo nie mogę pamiętać, łatwo zapominam  i nie przywiązuję uwagi do otaczającego mnie świata. Tylko dlaczego tutaj jest tak mało dla mnie miejsca ?
W wieku 21 lat czuję, że się zmieniam. Coś zaczyna we mnie bić. To naprawdę niebywałe. Nie jestem w stanie tego pojąć. Czuję pulsowanie w środku i chyba mogę powiedzieć, że zaczęłam dorastać. Dojrzewanie to ciężki okres. Jestem bardzo niespokojna, aczkolwiek cieszę się życiem. Mam dziwne wrażenie, że ktoś mnie obserwuje. Boję się. Przecież jestem ukryta i nie wychodzę z domu. Spróbuję mojej nowej potrawki i może się położę. Jestem bardzo zmęczona. Chyba się przeziębiłam. Czuję wewnątrz siebie jakąś małą rurkę, która zaczyna się mocno wyginać. Tak, jakby chciała stworzyć okrąg. To trwa już długo, bo jakoś od trzech lat. Myślicie, że to normalne, by tyle chorować? Nie czuję żadnego bólu i trochę mnie to martwi. To naprawdę duży dyskomfort dla mnie. Dookoła ciągle głucho i ciemno, wydaje mi się, że spadł deszcz, bo czuję wilgotne powietrze. Dlaczego w tym świecie jest tak pusto?
Moje życie ucieka bardzo szybko. Każdego dnia czuję, jak się starzeje. Codziennie bardzo dużo śpię, ale nie mogę powiedzieć, że brakuje mi energii. Tak naprawdę zaczynam żyć. Wiecie ile dzisiaj zjadłam ? Domyślam się, że pięć posiłków dziennie to w sam raz jak dla normalnego człowieka. Chyba jestem dziwna. Śmieszy mnie to, że ciągle więcej wiem i nie muszę czytać książek, ale to dobrze, bo naprawdę ciężko je dostać w dzisiejszych czasach. Pochwalę się wam – jestem już zdrowa. Zaczęłam pić dużo płynów i ciągle mi ich mało. Szybko wszystko ze mnie ucieka. Wciąż jestem spragniona. Jednak to chyba normalne, więc wracam do zdrowych. Moja odporność poprawiła się i ciężko mi się rozchorować.
Postanowiłam nauczyć się pływać. Czuję, że to może być moja prawdziwa pasja, a ja tak łatwo się nie poddaję. Pomyślałam, żeby poszukać jakiejś renomowanej szkoły pływackiej, w której nauczę się wielu technik. Kiedyś będę sławna i do końca życia będę robić to, co uwielbiam. Dzisiaj rano ktoś mnie podglądał. Jestem tego pewna. Słyszałam głosy na zewnątrz, które zachwycały się jakimś widokiem: - Jest już taka duża. Chciałabym już mieć ją blisko siebie i chcę ją przytulić – mówił jakiś ciepły głos. - Widzę to. Coś w oddali pulsuje. Nie mogę w to uwierzyć – niższy głos odpowiedział. Wcześniej czekałam na to, aż będę mogła z kimś porozmawiać, a teraz nawet, gdy próbuję wołać, to nikt nie odpowiada. Głosy pojawiają się i znikają kiedy chcą. Chyba lubią mocną muzykę, bo bardzo często słyszę głośne basy. Moje życie jest dość proste. Czasami mam lekkie problemy z oddychaniem, ale ogólnie lubię to, kim jestem. Doskonalę się w pływaniu i robię to codziennie. Moje długie nogi i ręce, wyglądające jak płetwy albo wiosła, które pomagają sterować dużą łodzią, są moim największym skarbem. Znalazłam swoją pasję, która mnie uszczęśliwia.
Poznałam dziewczynę, z którą bardzo dobrze się dogaduję. Jest moją najlepszą przyjaciółką. Robimy razem wszystko. Czasami wydaje mi się, że ma mnie dość, bo nie odzywa się do mnie, jednak po chwili wraca i chwali się nowo nauczoną piosenką. Nie znam do końca jej imienia, ale prosiła mnie, bym mówiła do niej: mama. Jest piosenkarką, która swoim głosem potrafi mnie rozśmieszyć, gdy jestem smutna. Kiedy czuje, że moje oczy stają się cięższe, ona zaczyna swój koncert i pomaga mi zasnąć wtulona w swoją kolorową i miękką poduszkę. Jest mi naprawdę bliska i nie wyobrażam sobie bez niej mojego życia.
Starzeję się. Mama mówi, że opowiadam głupoty. Ciągle do mnie śpiewa i przypomina mi, że za niedługo się zobaczymy. Nie chcę jej martwić, ale wiem, że się wypalam. Pływanie mniej mnie cieszy. Nigdy nie czułam bólu, w dodatku tak silnego, jakiego doświadczam dzisiaj. Boli mnie brzuch i miednica. Nie jestem głodna, bo niedawno wsunęłam obfity posiłek, który będę bardzo długo trawiła. Nie wiem jak mam powiedzieć to mamie. Ona się o mnie boi i nie chce, by stała mi się krzywda. Boję się, jak nigdy dotąd.
Leżę spokojnie w swoim łóżku. Nie chcę wstawać, ani z nikim rozmawiać. Moje życie dobiega końca. Mam wyrzuty sumienia, że nie dokonałam wszystkiego, czego bym tak naprawdę chciała. Dlaczego miałam tak mało czasu. Wydawało mi się, że mam go więcej niż inni ludzie. Dzisiaj kończę 270 lat. Patrzę ślepo w ciemną ścianę, która towarzyszyła mi każdego dnia, ciągle taka sama. Mama chyba coś czuje, bo dzisiaj w południe słyszałam jak płakała. Wydaje mi się, że robiła to już od dawna, ale dopiero dzisiaj brzmiało to wyraźnie. Nie miałam siły pytać, dlaczego to robi. Jestem egoistką i myślę tylko o tym, że to ja źle się czuję i nie potrafię sobie z tym poradzić. Widzę jakieś lekkie światełko. Słyszę krzyk i płacz mamy. Proszę Cię przestań ! Światło coraz mocniej uderza w moje oczy. Nie chcę tego. Pragnę jej pomóc. Muszę tutaj jeszcze zostać. Nie chcę opuszczać swojego domu. Teraz już widzę to światło coraz wyraźniej. Wiem, że to koniec. Moje życie się skończyło, a ból nie pozwala mi zasnąć i zapomnieć. Żegnaj mamo.

    Życie jest darem od Boga. Każdy z nas pragnie jak najdłużej mieć możliwość oddychania świeżym powietrzem na ziemi. Mimo, że ja dostałam więcej czasu niż każdy inny człowiek, to nie umiałam go dobrze wykorzystać. Nie czuję bólu, który doznała moja mama. Słyszałam jak płakała i mówiła, by mnie reanimowali. Przeżyłam piękny i radosny czas. Wiem, że w końcu ją gdzieś zobaczę, gdyż mówiła, że niedługo się spotkamy. Tęsknię i czekam na czas, gdy znowu usłyszę jej śpiew.

Głupota boli

Wyobraź sobie królestwo. Wyobraź sobie, że leży otoczone zewsząd borem, gdzieś za tym borem są góry, a za górami kolejne królestwo. Wyobraź sobie rzekę. Krzywą w swej naturze, płynącą pośród tego boru, a obok rzeki biegnący traktat. Cichy na ogół, bez śladów ludzkich stóp. Ptak usiadł na gałęzi i przygląda ci się.
Wczułeś się we mnie? Więc tak. Siedzę w cieniu bukowiny, popijając napar z manierki, a ten ptak to słowik. O, odleciał… W każdym razie, skąd się tu wziąłem? To zbyt długa historia. Dokąd zmierzam? Już od dawna kroczę tam, gdzie los poniesie.
Książki tu nie zmieszczę, więc pominę ten jakże lubiany wstęp, o tym jaki ten kraj jest piękny w swej brzydocie. Słyszałem już takie, gdzie autor potrafił tylko narzekać, na to jak to mu źle na tym padole.
Wstaję więc, głaszczę siwą brodę, jednocześnie wkładając pojemnik z napitkiem do torby, przewieszonej poprzez ramię. Chwytając laskę podróżną udaję się w dalszą tułaczkę, szukać wiatru w polu.
A kim jestem? Jestem człowiekiem, chociaż nie zwykłym, lecz i od tego stroniącym. Tę historię chyba opowiem, żeby nie zapomnieć już całkiem, jak to się stało i dzieje się wciąż, na tym światku niewielkim, w którym istnieć mi przyszło.
Jeżeli zacząć od początku to było to dawno, zbyt daleko już to dla mojej pamięci, by wybierać spośród czegoś więcej niż obrazy, a była to bodajże mała wioska, gdzieś w górach, za widnokręgiem? Prosta w swej budowie. Domy porozrzucane jak żołędzie pod dębem, bez ładu, prawie że jeden na drugim, a gdzie indziej obchodzące się szeroko jakoby koty.
Tam grupę kóz pasą, tam owcę strzygą, a rzeźnika to tylko siekierę widać wystającą za kurtyny. Pamiętam przyjaciół, ale tylko pamiętam. Nie wiem już o nich nic. Pozostały już tylko ich piętna, które i z czasem utracę.
Jak człowiek żyje już ponad tysiąc cykli to odechciewa się pamiętać cokolwiek. Żyje się dniem. Chwilą. Sekundą, a zaraz potem znika ona gdzieś w worze zabranym przez czas.
To było bluźnierstwo. Gwałt na mojej wolności, odebrano mi duszę, zamknięto w tym ciele po wieczność, a i wieczność przeżyję, czas jest mi młodszy.
Początkowo, wydawało się, że to dar. Mogący podarować wszystkie doświadczenia w jednym skromnym opakowaniu. Ale co dalej? Co z rodziną, która przemija? Co z kochanką, która zależna jest od minut, a nić jej życia z każdą marnieje. Co będzie jak posiądziesz już wszelką wiedzę, zostaniesz powieszony za czary, spalony na stosie, zrzucony z klifu, utopiony w morzu?
Co będzie jak skończy się świat? Czy będę dryfował przez wieczność w pustce, nie mogąc złożyć kości w mogile?
Czy znajdę sposób, by chociaż zasnąć i pozwolić przeminąć kolejnej wieczności? Nie mogę upadać, mogę tylko iść na przód. Moje serce przestało bić dla tej ziemi tak dawno, jak dawno osiągnąłem wszystko, co mogłem osiągnąć. Aż umrzeć się chce, kolejnym Midasem się stałem, ale nie mogę się dotknąć i ukrócić swe męki zmieniając w posąg.
Porównać to można do ścieżki. Ścieżka ma swój początek i koniec, a ja przeszedłem koniec, tylko nie chcą do raju wpuścić, ponieważ żywy. Kończmy to już, jednym zdaniem, ponieważ to co widziałem, to co słyszałem, nie pomieszczą wszystkie księgi świata. Powiem tylko: „Byłem ślepy. Przez tę samą opaskę, którą nosisz ty na oczach”.


Jacek Wojnarowski

Debiut poetycki J.W.

“Wspomnienie”
Boli bardzo mocno, chociaż było tak wspaniale
Utrata jej, choć gdzieś jest, lecz nie przy tobie
Leżysz, patrzysz w górę, z sercem obtoczonym w żale
Czy to fałsz, czy może prawda, a może i obie.
Nie skończyłeś jeszcze, z rozpaczy okowów się wydzierasz
Rozumiesz wszystko i nic.  Bo czy coś warte jest więcej?
Ciało w pełni zdrowe, nikt nie widzi, że umierasz.
I jeśli zrobić jeszcze coś chcesz, 
to tylko poczuć 
jej dłoń 
w swojej ręce

“Nazwy”
Ogień - żywioł potężny, czy straci moc bez swego określenia?
Woda- nosicielka życia, daje je i odbiera, a imię nie ma znaczenia.
Miłość- pcha do czynów nas, niezrozumiany twór, uczuć królowa,
Istnieć dalej będzie nawet jeśli nie znamy jej nazwy, słowa.                         Nienawiść- nieokiełznana morderczyni, nocą ukazana;
Bezimienny i tak uczyni zamach. 
 J.W. 

Teksty literackie inspirowane obrazem Friedricha “Dwaj mężczyźni kontemplujący księżyc“

  • Dawno, dawno temu, gdy ziemią władali nie tylko ludzie,a po lądzie
przechadzały się różne dziwne stworzenia,żyli dwaj mężczyźni. Od
najmłodszych lat wychowywali się razem,byli najlepszymi przyjaciółmi,
dorastali, spędzając każdą chwilę na wspólnych zabawach. I tak
upływały im dni,miesiące,lata. Drzewa stawały się coraz większe,a oni
coraz mężniejsi i silniejsi. Jednak pewnego dnia, nagle i
niespodziewanie,gdy wydawałoby się, że ich życie dobiega końca, postanowili
wyruszyć do tajemniczego lasu,o którym słyszeli wiele legend w
dzieciństwie. Był on owiany przeróżnymi opowieściami i mrożącymi krew
w żyłach historiami. Ich ojcowie zawsze opowiadali je podczas wspólnych
ognisk. Mówili im,żeby nigdy,pod żadnym pozorem się tam nie wybierali,
ponieważ jest to miejsce złych elfów,strasznych demonów i
przerażających olbrzymów. I tak, młodzi jeszcze wtedy chłopcy
postanowili,że wyruszą tam dopiero wtedy,gdy nie będą mieli nic do
stracenia. Spakowali się bardzo szybko. Nie potrzebowali wielu
rzeczy. Jakieś czapki,ciepłe ubranie i oczywiście laska,bez której
chodzenie byłoby wręcz niemożliwe. Szli przez różne doliny,wyboiste
łąki,bagna,a także niejednokrotnie z wielkim trudem musieli przekroczyć
rzekę. Wędrowali tak cały dzień,aż wreszcie, gdy księżyc ogarnął
swoim światłem całą ziemię, stanęli na krawędzi skarpy, z której
było widać ogromny i tajemniczy las. Był to te sam straszny i owiany
legendami las, o którym opowiadali im ojcowie. Bez wahania postanowili
zejść i sprawdzić, co tak naprawdę się w nim kryje. Z każdym krokiem
dało się wyczuć magię ogarniającą to miejsce. Zanim się obejrzeli
byli już w środku. Z każdej strony słyszeli dziwne,straszliwe
głosy. Nagle ich oczom ukazał się pięciometrowy olbrzym. Światło
księżyca tak padało,że nie sposób było dostrzec jego twarz. W tej
samej chwili dobył on kolczastą maczugę i jednym ciosem zabił
mężczyzn. Tym sposobem las pozostał tajemniczy,a jego legenda
niesprawdzona…
Arkadiusz Sidor

  • Była już ciemna noc, kiedy Friedrich wyszedł z domu i udał się na skarpę, która znajdowała się na skraju lasu. Miejsce to było pełne tajemniczości. Znajdował się tam olbrzymi, stary dąb, który wyglądał, jakby był u kresu swego życia. Gdy dotarł na miejsce, stanął w bezruchu i smutnym, tęsknym wzrokiem spoglądał na księżyc. Gdy stał tak dłuższą chwilę, jego oczy zrobiły się szklane, a usta zacisnęły się w cienką linię. Po jego policzku spłynęła gorzka łza, którą natychmiast otarł rękawem. Nagle poczuł na swym ramieniu ciepły dotyk, a był to dotyk Augusta, jego wychowanka. Friedrich w sekundzie oderwał wzrok od księżyca, powstrzymał łzy i zimnym, niskim głosem zapytał:- Co tu robisz? Jest późna noc, powinieneś spać.
- Wiem, ale obudziłem się, gdy wyszedłeś z domu i poszedłem za tobą. Dlaczego tu jesteś? - spytał August
- Odwiedzam to miejsce codziennie, kiedy już śpisz. Opowiem ci historię, która nigdy dotąd nie ujrzała światła dziennego. - powiedział
Friedrich z żalem w głosie zaczął opowiadać smutną historię swej miłości. Dwóch bezgranicznie zakochanych w sobie kochanków rozdzieliła śmierć, która była skutkiem tragicznego wypadku. Friedrich nie zdążył pożegnać się z Anną, nie powiedział jej po raz ostatni jak bardzo ją kocha. Kiedyś ten las był miejscem ich pełnych miłości i namiętności spotkań. Spotykali się tam, aby wspólnie podziwiać zachód słońca i czekać na nowe jutro. Od dnia jej śmierci, codziennie odwiedza to miejsce, które niegdyś tętniło życiem, a teraz jest ponure i pozbawiane wszelkiej radości. Friedrich patrząc w księżyc i słuchając szumu drzew, wyobraża sobie, że Anna jest przy nim obecna, że rozmawia z nim, że nadal żyje. Są to jednak tylko złudne wyobrażenia. Anna pozostała tylko w jego pamięci. August objął czule Friedricha, lecz nie odezwał się ani słowem. W głuchym milczeniu wrócili wspólnie do domu.
Ola Korecka
  • - Znowu tu jesteś! - usłyszałem głos zza mych pleców. Wybudziłem się z zamyślenia, w którym zatonąłem jakiś czas temu. Moją twarz oświetlał księżyc. Ciemna noc wokół była gdzieniegdzie rozjaśniana przez jego łunę.
- Ten świat; sens tego wszystkiego, a i moja teoria o jego braku, mnie smuci. Ginę gdy myślę, ginę gdy czuję. Wytłumacz mi, czyżem oszalał? - moja wypowiedź była szczera i spontaniczna. Ból istnienia, który czułem od wielu dni, nasilił się. Mój zwykle trzeźwy umysł, tracił swą wzorową przejrzystość. Wątpiłem w jego wiarygodność, miarkując się z obawą utknięcia w pułapce niepoczytalności. Byłem przyćmiony.
- Pytasz się mnie, mnie przyjacielu? Cóżem czynił czego tyś nie wybrał, azaliż to tyś mą siłą. Przeto jestem tym, czym chcesz. - odpowiedział mi, a może dopiero miał odpowiedzieć. Czy to się stało, czy stać miało?
Demony teraźniejszości stawały się przeszłością, a czy przyszłość jawić miała się lepszą?
- Jeno ty wiesz, co zadecyduję. Moje ruchy cię kreują, ale tak naprawdę tyś jest z nas dwóch tym większym.
- Nieprawda, zawsze byłem wielki, a więc i ty taki jesteś. Nie uciekaj, lecz szukaj, a i to zrozumiesz.
Dialog z nim miał dla mnie marny sens. Czyż jednak nie o samo poszukiwanie chodziło? O łączenie strzępków w całości przepiękne? Rozmawiałem z przyszłością, ja i ja. Sam ze sobą., bez szans na odkrycie tajemnic, które skrywał przed sobą on, czyli ja. Jeno inny, jeno obcy.
J. Wegrzynowicz 
  • Obraz utraconego niecały rok temu raju powraca w myślach Krzysztofa codziennie. Jeszcze niedawno myślał, że wyleczył się z tej miłości, pogodził się z samym sobą, zaakceptował własny błąd. Jednak nie, Krzysztof od miesiąca nie może spać, męczą go wspomnienia związane z Rozalią. Zakochani czuli jakby znali się od urodzenia. Ich miłość była idealna. Niestety Rozalia, poza szczęściem jakie dawał jej ukochany, miała w życiu także pecha. Jej przyjaciółka Adrianna, postanowiła z zazdrości o Krzysztofa, pokłócić zakochanych. Udało jej się to. Głęboka miłość, która była źródłem szczęścia, stała się powodem ogromnego bólu i cierpienia. Uczucie Krzysztofa wygasło. Tak mu się wydawało…

Dziś Krzysztof także nie mógł zasnąć. Poprosił swojego najlepszego przyjaciela Michała, aby wyszedł z nim na nocny spacer. Chłopiec zgodził się bez zastanowienia. Noc zaprowadziła bohaterów do lasu. Było ciemno, pusto i nieco strasznie. Weszli w głąb lasu, aż w końcu znaleźli się na pewnego rodzaju wzgórzu. Zauważyli sporych rozmiarów skałę i postanowili usiąść na niej. Z tego miejsca świetnie było widać księżyc, oświetlający okoliczne wsie. Chłopcy byli oszołomieni magią widoku. Obok skały stało ogromne, stare drzewo, które wyglądało, jakby wyciągało ramiona do osoby stojącej przed nim. Krzysztof patrząc na tarczę księżyca, który był akurat w pełni, zaczął myśleć o Rozalii. Michał zauważył, że przyjaciel coraz bardziej zatraca się w sobie i zapytał, o czym myśli. Towarzysz odpowiedział, że jego głowę wypełniają wspomnienia o starej miłości. Policzki Krzysztofa pokryły łzy. Nawet mężczyźni mają prawo do uczuć - powtarzał sobie w myślach. Wtedy Michał także posmutniał. Jego przyjaciel zaczął się zastanawiać, co się teraz dzieje z Rozalią. Twarz Michała przybrała nieciekawy wyraz. Wtedy odwrócił się i usiadł na brzegu wzgórza, płacząc. Krzysztof dołączył do przyjaciela, pytając o co chodzi. Chłopiec przez chwilę milczał, lecz w końcu odezwał się. Powiedział, że wie, co się dzieje z Rozalią. Krzysztof poczuł ukłucie serca i zapytał o ukochaną. Po tylu miesiącach zdał sobie sprawę, że dalej ją kocha, ale tłumił to uczucie. Poczuł nienawiść do samego siebie za to, że tak łatwo pozwolił jej odejść. Po kolejnej chwili ciszy Michał, odezwał się.
-Ona nie żyje… - wydusił z siebie. Krzysztof nie mógł uwierzyć w to, co powiedział mu przyjaciel. Zaczął wypytywać jak to się stało, kiedy i z jakiego powodu. Wtedy usłyszał straszną prawdę. Rozalia zabiła się z miłości do niego. Jej wrażliwe serce nie wytrzymało bólu związanego z utratą najwspanialszego Krzysia. Zabiła się. Wzięła żyletkę do ręki i podcięła sobie żyły. Krzysztof nie mógł wytrzymać tej myśli. Umarła przez niego, więc pomyślał, że on także nie ma prawa żyć. Nagle chłopiec zobaczył na jednej z gałęzi drzewa sznur. Wisiał od strony lasu, aby nie dało się go zauważyć w pierwszym momencie. Podszedł do tego miejsca i przeczytał napis wyryty na korze drzewa „Tutaj anioły tracą duszę” i podpis Rozalii. To tutaj się zabiła jego ukochana. Nawet Michał nie wiedział, że dziewczyna oprócz podcięcia żył, powiesiła się. Rozalia powiedziała Michałowi jedynie o planach związanych z żyletką. Nikt nigdy nie dowiedział się, gdzie jest jej ciało. Teraz także go nie było. Pozostał jedynie sznur. Krzysztof nie potrafił sobie poradzić. Poczuł, że śmierć wzywa także jego. Wziął sznur i zawisł na nim tak jak ukochana. Zmarł w otoczeniu ciemności, oświetlanej jedynie światłem księżyca, tajemniczości i strachu. Ta miłość z pozoru szczęśliwa i piękna stała się najgorszym co spotkało tych dwoje ludzi. Może jednak nie warto kochać?

Basia Kuras

Wiersze Aleksandry Skiby

Łza
Jesteś łzą na mej rzęsie –
nie chcesz odejść, odchodzisz.
Łzą –
raniącą skrzydła marzeń
na mej rzęsie –
Jesteś.
Co jest prawdą?
Zostawiłeś mi ją…
zamkniętą
w swoich czterech stronach
boisz się…
nie widzisz,
że pokazuję Ci swoją





Nieobecność
znikniesz na chwilkę
całkiem długą
zamilkniesz nagle
w moich ramionach
umrzesz
w głębiny wód mi obcych
odlecisz
muśniesz to serce zmarnowane
gwałtownie
zamilkniesz
dmuchnęłam miłością w twe serce zranione
zbędna się stałam
duszy tak mi ukochanej
roniąc łzy
nad obrazami kropli deszczu
umarłam…




Śmierć
Biały puszek
okrył Twą twarz kłamstwami.
Przedzierając się między słowami
zatruł Ci krew
a Ty zatrułeś obietnicę
Patrz!
Twoje palce się w nim zanurzają…
ranisz czyjeś serce
nie wiesz o tym
ona zaraz okryje usta swe
białym puszkiem
nie pozwoli Ci umilknąć samemu…






Strach
Boję się…
Tego dnia, w którym
znikniesz –
Zatopisz swój okręt przeznaczenia
nad morskim horyzontem
zgaśniesz –

Patrzysz na mnie tym oceanem
w ciepły, sierpniowy dzień.
Ja
Zanurzona po szyję w Twym spojrzeniu
otulona ciepłą kołderką pragnień
patrzę…

Toniesz

Wiersze R.

Tam na samym Dnie
Jest lepiej niż ci się wydaje
Troski dnia codziennego
dziwnie śmieszne
wielkie problemy
nabrzmiałe
do tego stopnia
że zbyt ogromne
tam na samym Dole
na Dnie
jest spokój
kontemplacja pajęczej sieci na gałęzi
szum wiatru
nieśmiało potrąca włosy

przypomina o fizyczności

***

to tylko
w naszych głowach
to tylko
w naszych sercach
takie Wielkie
Ważne
opowiedziane innym
jest jak pył
który można strzepać z koszuli
to tylko
w nas
podziel się z kimś
jeśli chcesz
lecz słowa ubiorą to
i zdziwiony stwierdzisz

tylko o to chodziło ?!

***

“Papieros”
chroń
siebie
i  innych
dym tytoniowy
poważnie szkodzi
tobie
i osobom
w  twoim otoczeniu
a co jeśli
jestem sam
w obecności
znienawidzonego
siebie
„palenie zabija”
to najcudowniejsza

zachęta

“Raj nierzeczywisty”

Śniło mi się, że umarłam
Wszelkie troski w moment spadły
Na dno i już nie wróciły
Kłęby kurzu się prześniły
I zginęły w cieniu zdarzeń
Koniec niespełnionych marzeń
Stoję już na mecie kresu
Kończy się wyścig bez sensu
Zakończyła się historia
Co z pozoru nie ma końca
Odrzuciłam plony winne
Większym szczęściem to niewinne
Ukochane przez człowieka
A czas płynie, wielka rzeka
Sztuka życia w cierpieniu
To jest sukces w drodze wielu
Lecz niełatwym jest uczynkiem
Chcesz pomocy, czyń z pożytkiem
Kochaj z głową, a nienawiść
Wyrzuć z siebie, nie czas bawić
Się innymi oraz sobą
Gdy coś robisz, czyń to z głową
Śniło mi się, że umarłam
Pokonałam widmo strachu
Odrzuciłam w tył za siebie
To, co nazywamy płaczem
Tam, gdzie nogi mnie poniosły
Tu trafiłam w niebo blasku
W miejsce pełne szczęścia uczuć
Gdzie nie czeka nikt poklasku
Odsunęłam kamień złości
I depresji, też zagłady
Grubą kreską oddzieliłam
Świat głupoty oraz zdrady
Od swojego świata śmierci
Bez cierpienia, bez boleści
Lecz w momencie znów ujrzałam
Płomień rzeczywistych wspomnień
Nie umarłam.
Jakże szkoda.

Baśka Kuras

Opuszczona duszyczka

Za otoczką delikatnych jak skrzydła motyla 
kryje się słodki, lecz wrażliwy człowiek.
Mała, przestraszona światem osóbka,
miejsca swojego na Ziemi szuka
kryjąc swój lęk za uśmiechu bramą.
Łzy swe ociera za odbiciem szklanym,
krople spływają jak deszczu padanie,
gdy aniołowie płaczem ślą litanię.
Lekkim, lecz pewnym krokiem idzie przez świat cały,
ze wszystkiego co miała diabły ją okradły.
Lecz idzie, czuje, nienawidzi i kocha,
bo z tego co w sercu nie mogli jej okraść.
Smutek w niej gości i rozpacz panuje,
szczęścia i radości już nigdy nie poczuje.
Pusto w duszy, lecz łkanie słychać z daleka.
Ktoś zabrał jej maskę, twarz łzami ocieka.

Baśka Kuras

1/12/2018

Wiersze z odzysku- kreatywna destrukcja tekstów

By stać się poetą, nie musimy pisać wspaniałych utworów poetyckich. Nawet krótka myśl może oddawać emocje i mieć wiele znaczeń w zależności od interpretacji. 

Wiersze z odzysku (ang. blackout poems) to wiersze wyłowione z potoku słów poukładanych przez przypadkowych autorów. Można je tworzyć przy użyciu stron starych książek, a nawet artykułów wczorajszych gazet. Z istniejącego już tekstu wyłaniamy i łączymy pojedyncze słowa lub krótkie frazy, tworząc arcydzieła liryczne.

Podczas odzyskiwania, nie czytam gotowego tekstu, aby nie trzymać się jego formy i treści. Znajduję słowo zakotwiczenia, które się dla mnie wyróżnia. Jest ono ważne, ponieważ pomaga wyobrazić sobie możliwy temat wiersza. Zależnie od emocji, jakie chcę wyrazić i myśli, które towarzyszą mi przy tworzeniu, znajduję inne wyrażenia, które ze sobą współgrają.  Zazwyczaj unikam łączenia więcej niż trzech słów z jednego wersu i eliminuję końcówki wyrazów, by zachować jasność powstałego utworu.

Wiersze z odzysku są nowym sposobem tworzenia- znajdujemy zupełnie nowy sens w tym, co już istnieje. Odzyskujemy wartościowe słowa z tego, co kiedyś zostało powiedziane. Polecam to każdemu, kto cierpi na blokadę pisarską i chce stworzyć coś pięknego.

Iza Kostecka Idl